O mnie

Podobno to najtrudniesza część strony: o mnie… W kilku słowach powinnam napisać:
Jestem mamą, z wykształcenia terapeutką pedagogiczną i oligofrenopedagożką, doradcą noszenia dzieci w chustach po szkole Clauwi, joginką, weganką, ekolożką zainspirowaną nurtem Deep Ecology, pasjonatką wilków i psów ras pierwotnych. Jednak chyba nie tego oczekujecie. Więc zacznę inaczej…

Jogini nazywają praktykę jogi ścieżką lub drogą (eng. Yoga Path), która składa się z kilku elementów. Asany, czyli pozycje jogi, zwykle są traktowane jako wyznacznik lub cel bycia kimś, kogo można nazwać joginem lub praktykantem jogi. Moja jogiczna ścieżka była inna i nie zaczęła się od asan. Kiedy byłam dzieckiem, znajomy mojej mamy, w ramach podziękowania za udzieloną pomoc podarował jej książki. Kilka grubych, bogato ilustrowanych tomów z ludźmi, przedstawionymi w absolutnej harmonii ze światem zwierząt, gdzie „bohaterem” był piękny, niebieski chłopiec. Zaczęłam je czytać, okazały się ciekawsze niż baśnie jakie miałam na swojej półce. Powoli odkrywałam, już jako wegetariańskie dziecko (nie jem zwierząt od dzieciństwa), że można żyć bez krzywdzenia zwierząt, w harmonii z otaczającym nas światem przyrody. Byłam oczarowana. Dorastałam, mając zawsze na uwadze prawa zwierząt, troskę o planetę. Kończąc studia, jako weganka, obroniłam pracę magisterską dotyczącą Głębokiej Ekologii. Praktykowałam medytację, sporadycznie uzupełniając domową bibliotekę w literaturę jogiczną, szczególnie tą, dotyczącą asan. Pamiętam pierwszy dzień kiedy stanęłam na macie do jogi. Było to w Chinach, gdzie mieszkałam przez trzy lata z mężem i dwójką dzieci. Zaczęłam praktykę asan z chińskimi nauczycielkami, Hatha, Anusara oraz Iyengar Yoga. Na początku praktyka ta stanowiła uzupełnienie moich biegowych treningów, z czasem zauważyłam, że pozwala ona wyeliminować kontuzje i przewlekły ból stawów jaki czasem towarzyszył mi po zbyt intensywnym treningu biegowym. Zaczęłam bardziej skupiać się na praktyce samej jogi. Miałam szczęście, ponieważ w Chinach joga jest szalenie popularna i miałam do wyboru wiele szkół, które oferowały zajęcia z wielu systemów jogi. Praktykowałam każdego dnia Hatha Jogę, kilka razy w tygodniu miałam indywidualne zajęcia z trenerką Iyengar jogi. Zaczęłam również praktykować Ashtanga Joga. Jednak to przestało mi wystarczać. Czułam pewien niedosyt praktykując jogę z Chinkami. Brakowało mi bardzo ważnych elementów, które na zajęciach były pomijane. Brakowało mi respektowania potęgi medytacji, oddechu i uszanowania Ahimsy (eng. Non-violence). Zaczęłam poszukiwania alternatywy. Znalazłam. W mieście oddalonym od mojego o ponad 80 km znajdowała się szkoła, którą prowadził Hinduski nauczyciel. Zaczęłam praktykę jogi, poprzedzaną długą medytacją, świadomym oddechem i w końcu po raz pierwszym śpiewałam manty!
Chińczycy uwielbiają jogę, niestety skupiają się głównie na praktyce asan, w czym, co trzeba im przyznać, są naprawdę dobrzy. Brakuje jednak elementów głębokiej medytacji, magii śpiewu, zgłębiania filozofii Indii, czyli poszukiwania korzeni…

Breath; Roots; Core…

Szukając dalszych inspiracji, natknęłam się na informację, że w Shanghai odbędzie się
jedenastodniowy, intensywny kurs z legendą Ashtanga Yoga, Chuckiem Millerem. Od razu chwyciłam telefon chcąc się zapisać, jednak na kilka miesięcy przed rozpoczęciem kursu
nie było już miejsc. Kolejnym miastem, jakie miał odwiedzić Chuck Miller, był Hubei, jednak miał to być 200 godzinny kurs nauczycielski, odbywający się w tym samym terminie, w którym ruszał mój, opłacony już, „taki sam” kurs z Hinduskim Nauczycielem. Spojrzałam na mapę. 1000 km od domu, ponad dwa miesiące. Zrezygnowana przestałam marzyć, że będę mogła uczyć się od Chucka Millera. Jednak kilka tygodni później, otrzymałam informację, że zwolniło się jedno miejsce na kursie w Shanghai, a ja byłam pierwsza na liście rezerwowej.


99,99% praktyki
0,01% teorii
Te słowa wypowiadał Chuck w trakcie kursu, podkreślając, że Pathabi Jois, którego był studentam przez ponad 30 lat, mówił o 95% praktyki i 5% teorii, zmieniając to z czasem na 99% praktyki i 1% teorii. On, chciałby zmienić to jeszcze bardziej, by głębiej poczuć praktykę Ashtanga Yoga. Więc praktykowałam, zgodnie z jego wytycznymi, zupełnie odmiennymi od tych jakie do tej pory poznałam praktykując Ashtangę z Chińskimi, Hinduskimi czy Polskimi nauczycielami.
„More Basic Postures in Advanced Way”
Podczas trwania tego kursu, pierwszy raz poczułam i zrozumiałam jak pracuje nasze ciało, w jaki sposób jest zsynchronizowane z oddechem, że praktyka podstawowych asan stanowi fundament pięknej praktyki Ashtanga Yoga. Dwa dni przed końcem kursu zapytałam Chucka Milera, czy z moim krótkim doświadczeniem w praktyce Ashtanga Joga, mogę zrobić kurs 200 godzin w Hubei. Na ten kurs jechały osoby z 10 i 15 letnim doświadczeniem w praktyce tego systemu jogi. Nauczyciel spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział, że mój brak doświadczenia w Ashtandze będzie w tym przypadku ogromną zaletą.

Power of beginners mind.
Sztuka zgłębiania jogi zależy od otwartości naszego umysłu na wiedzę przekazywaną od naszego Nauczyciela. Czasem to jednak nie wystarcza, ponieważ nasze wewnętrzne Ja – nie chce się zgodzić z tym co słyszy. Szczególnie, jeżeli słyszy coś, co stoi w opozycji do tego co wcześniej uważał za słuszne. Podczas porannej trzy godzinnej serii Ashtangi, prowadzonej przez Chucka Millera, widziałam ile jego studentów toczy wewnętrzną walkę z tym – z czym przyjechali, a tym co doświadczają na sali prowadzeni przez Nauczyciela. Nawet ja, mimo krótkiego doświadczenia z Ashtangą, miałam już pewne przyzwyczajenia w wykonywaniu Vinyas oraz Asan. To wszystko nie było tym, czego oczekiwał. A oczekiwał tego, by Joga stała się darem dla ciała, za który to dar, nasze ciało powie nam „Dziękuję! Ah dziękuję Ci za tę praktykę”! Ja po tym czasie mogłabym dodać jeszcze od siebie: dlaczego zaczęłaś praktykować w ten sposób tak późno? – ale nie zrobię tego, ponieważ moja dawna praktyka jogi, również stanowi moją jogiczną ścieżkę.
Chuck Miller nauczył mnie szanować własne ciało w trakcie praktyki, zgodnie z etyczną zasadą: Ahimsą. Sprawdzaliśmy jak pracuje ciało każdej osoby z naszego kursu. Ponieważ każde ciało jest inne, wymaga innych metod. To jest dla mnie niezwykle inspirujący punkt, dzięki któremu nauczyłam się i zapragnęłam uczyć Ashtangi, każdego, kto chce by jego ciało stało się zdrowe, silniejsze i było zdolne, krok po kroku, do pięknej praktyki jaką jest Astanga Yoga, również w stylu Mysore.

Prowadząc zajęcia, już jako nauczycielka jogi, miałam przyjemność gościć na sali ciężarną
kobietę. W Chinach, kobiety w ciąży są niezwykle aktywne, istnieje wiele szkół jogi oferujących specjalne, dedykowane dla nich zajęcia. Nauczona zasady nieszkodzenia – postanowiłam zgłębić wiedzę dotyczącą Jogi Prenatalnej. Będąc w Hubei poznałam osobiści jedną z najsłynniejszych nauczycielek prenatalnej Jogi, twórczynię „The Dolphin Method”, Jennifer More. Skontaktowałam
się z nią kilka miesięcy później i z radością usłyszałam, że za kilka miesięcy planuje kurs trenerski w Shanghai. Byłam zachwycona.


Dlaczego Prenatal Vinyasa Yoga?
Styl Prenatal Vinyasa Yoga opracowany przez Jennifer More, dał mi narzędzia do odpowiedniej modyfikacji asan, aby w bezpieczny sposób włączyć ciężarne kobiety do praktyki jogi, również do klas Ashtanga Yoga, oraz prowadzić dedykowane klasy dla kobiet, od drugiego trymestru ciąży do dnia porodu. Praktyka jogi, w tym niezwykłym dla kobiet czasie, przygotowuje je na pozytywne doświadczenia porodowe, zapewniając narzędzia i wsparcie dla zdrowia prenatalnego i porodu. Pokazuję kobietom, jak pozytywne oddziaływanie na ciało może mieć przepływająca przez ich ciało energia, mająca początek w ich świadomym oddechu. Jennifer zainspirowała mnie nie tylko do praktyki energetycznej Vinyasa Yoga, ale również do wspaniałych technik medytacyjnych,
które mogą zostać wykorzystane przez kobiety w dniu porodu, będąc skuteczną alternatywą dla stosowanego w szpitalach znieczulenia porodowego.

Dziękuję Ci za Twoją obecność i uwagę,
Namaste
Anna Ładziak
DharmaYoga Studio

Ashtanga Yoga – Anna Ładziak